
Od “nie wiem” do “wiem” – moja droga do siebie
Moje życie przez lata przypominało układankę puzzli, w której żaden element nie pasował do reszty.
Miałam wrażenie, że maszyna losująca przydzieliła mi kawałki z zupełnie różnych zestawów, z których zbudowanie czegoś, co przybrałoby jakiś sensowny kształt wydawało się mission impossible.
Różne, przeciwstawne żywioły walczyły o swoje status quo, a ja zupełnie nie rozumiałam, o co mi chodzi.
Z jednej strony – domatorka stroniąca od ludzi i bojąca się nowych wyzwań, która najchętniej siedziałaby pod kocem z książką i ciepłą herbatą.
Z drugiej – „obywatelka świata”, marząca o egzotycznych podróżach na inne kontynenty (nie z „all inclusive”, ale takich „prawdziwych”, przez duże „P.”), przygodach, międzykulturowych przyjaźniach, poszerzaniu horyzontów i ciągłym rozwoju.
Jako analityk systemowy, za dnia funkcjonowałam w racjonalnym, korporacyjnym świecie IT – KPI, aplikacji i tabel, a w wolnym czasie – zanurzałam się w medytacje, treningi szamańskie i kręgi kobiet.
W sercu nosiłam dwie równie silne tęsknoty: potrzebę głębokich, bliskich relacji, stabilności, przynależności i bezpieczeństwa, oraz potrzebę wolności, dzikości i samostanowienia… tak rozległe, jak horyzontów kres.
Latami miałam poczucie bycia „pomiędzy”, jakbym stała w osamotnieniu na moście życia dokładnie między dwoma brzegami: patrzyłam w lewo, patrzyłam w prawo… i nie potrafiłam zdecydować, w którą stronę iść. Nie wiedziałam, do którego świata przynależę.
Z głową w chmurach (w duchowości) i nogami na ziemi (swoim racjonalnym i pragmatycznym podejściu), czułam pustkę i wewnętrzne rozdarcie.
I tkwiłam latami w stagnacji i życiu, którego nie wybrałam, które było z przypadku.
Teraz już rozumiem, że właśnie tam, w tym „nie wiem”, uczyłam się słuchać siebie, odkrywać, co jest mi bliskie.
Najpierw; zaczęłam zrzucać z siebie to, czego nie chciałam i co pozwoliłam, aby narzucono mi z zewnątrz; warstwa po warstwie.
W pewnym momencie bałam się, że jak zrzucę to wszystko co „nie-ja i nie-moje”, to już nic ze mnie nie zostanie.
A jednak coś zostało. I na tym czymś zaczęłam, budować, odzyskiwać siebie. Krok po kroku…
Kiedy miałam 41 lat, ktoś na tym moście włączył mi światło.
Latarnią, która wskazała mi drogę, była wiedza o talentach. Dowiedziałam się wiele o sobie i zrozumiałam te przeciwstawne siły, które targały mną od dzieciństwa.
I ten most. Był największym z nauczycieli.
Bo dziś już wiem, że wybór to nie musi być „albo, albo”. Mogę dobierać te jakości, które są mi bliskie – trochę z jednego, trochę z drugiego brzegu.
I to właśnie łączenie tych pozornie przeciwstawnych światów i rozumienie obydwu z nich stanowi dziś core mojego biznesu.
Z nogami mocno na ziemi (w umyśle, uziemieniu, materii, dyscyplinie, działaniu w „męskiej energii” oraz nastawieniu na cel), i z głową w chmurach – w byciu, czuciu, wspierającej obecności, a także połączeniu z czymś wyższym i głębszym.



W pracy 1:1, tworzę przestrzeń rozwoju opartą na zaufaniu, świadomej obecności bez oceniania, bliskości i współpracy, aby ułatwić ci powrót do swojej esencji, naturalnych talentów i wewnętrznej mocy.
Nie poprzez stawanie się „lepszą wersją siebie”, ale przez otwarcie na bycie w pełni sobą; w prawdzie, harmonii i autentyczności.
Łączę konkret z duchowością, empatię z działaniem, wrażliwość ze sprawczością.
Mam dar dostrzegania w innych potencjału i kierowania uwagi na to, co w ludziach najlepsze.
Jestem.
I pomagam innym kobietom znaleźć własne miejsce w świecie — takie, w którym każdy puzzel pasuje do układanki.
Bo o tym właśnie są talenty – o głębokim zrozumieniu siebie i zbudowaniu tej najważniejszej relacji w życiu – z samą sobą, która spaja wszystkie, pozornie niepasujące do siebie elementy w jedną całość.
Zapraszam!
